Końce i początki to część życia. Czasem bolesna, często trudna, ale nieuchronna, bo w końcu nie da się przeżyć życia stojąc w miejscu. Z kim lub czym już Ci nie jest po drodze? Kiedy jest czas na to aby zakończyć związek, relację? 



Zawsze kiedy coś się zmienia w życiu: na dobre, na złe, na takie sobie, możemy zaobserwować jak działa samoistnie mechanizm, przypominający kółka zębate w budowie zegarka. Jedna śrubka porusza kolejną, zębatki nachodzą na siebie i wprawiają w ruch jedna drugą, kółka kręcą się, czas płynie. Zmiana która zaczęła się od tego małego obrotu następuje. 

Dlatego najlepsza rada jaką można dać osobie, która nie  wie jak zacząć, nie wie co robić i za długo stoi w miejscu brzmi: zrób cokolwiek: zacznij, działaj. Nigdy nie wiesz jakie mechanizmy w tobie i życiu uruchomi ten ruch: jakie śrubki zaczną się kręcić i jak daleko poniosą cię koła, które ten mały gest wyzwoli w całej majestatycznej machinie losu.


Zmiana kosztuje

Wszystko wspaniale, ale mimo to boimy się działania, boimy się tego mitycznego "co będzie gdy?". Czemu? Nawet najlepsza, najwartościowsza zmiana, ma swoją cenę. Lubimy myśleć, że jest inaczej, że dobra zmiana, to bilans wyłącznie dodatni, że nic nie trzeba będzie poświęcać, że poza tym co zmienić chcemy wszystko inne pozostanie tak jak było. Często bywa jednak inaczej i dobrze zdawać sobie z tego sprawę.

Najczulszym barometrem zmian, przewartościowania, rewolucji w naszej postawie są inni ludzie. Nasi przyjaciele, mężowie, żony, rodzice, dzieci.

I nie da się przeżyć życia bez rozstań i rozstajów. Nawet jeśli trzymamy się kogoś i czegoś kurczowo. 


Na włosku

Zauważyliście jak często  relacja ulega zachwianiu kiedy pojawia się nowy partner, nowa praca, nowe miejsce zamieszkania, dziecko, potrzeba przepracowania własnych ograniczeń?  Tak już jest, że relacja niekoniecznie nadąża za zmianą i czasami jest z nią w takiej sprzeczności, że ulega zerwaniu.

Przyjaciele z dzieciństwa nie wytrzymują próby dorosłości, a znajomości z korporacji nie da się przenieść na inny grunt, kiedy zmienimy tryb życia, czy pracę. 

Czasami bywa tak, że próbujemy zachować relację za wszelką cenę: starając się, budując pomosty do osoby, na której nam zależy, powiewając biała flagą i zaprzeczając prawdzie, która spod tej flagi wygląda i znacząco spogląda nam w oczy. 

Przyjaźń, miłość, koleżeństwo -  są bardzo ważne. Ale na pewnym etapie życia przyjdzie nam się czasami rozdzielić z tymi którym z nami nie po drodze, pójść osobno, porzucić dziecięce marzenia o wiecznej trwałości.




Moja książka -  nie tylko na wakacje -  pobierz fragment i  zobacz TUTAJ. 


Kiedy zostać, kiedy odejść? 

To jest zasadnicze pytanie i zanim sobie na nie odpowiecie, zadajcie sobie kilka pytań pomocniczych. 


  • Czy relacja w której jesteś jest wzbogacająca? Co z niej masz? 
  • Co zyskujesz, a co tracisz będąc w tej relacji? 
  • Jaki jest koszt jej zerwania?
  • Jaki jest koszt pozostania w niej? 
  • Co jest punktem zapalnym i czy można z tym coś zrobić? 
  • Na ile czujesz się dobrze z myślą o byciu w tym związku/ relacji, a na ile jest to kwestia poczucia powinności, obowiązku? 

Jeśli po lekturze tych pytań pojawiają się w Tobie oskarżenia o egoizm, albo poczucie, że tak nie wolno myśleć, kalkulować, przejdź proszę do następnego akapitu. 


Egoizm to norma

Lubimy wierzyć, że relacje międzyludzkie wyższego kalibru: takie jak miłość i przyjaźń są bezinteresowne i oparte wyłącznie na tym co wypowiedziane i jasno określone. Że jesteśmy od początku do końca zdefiniowani i zawsze fair - a wszystko jest jasne jak biały pokój w słoneczny dzień. 

Rzeczywistość wygląda inaczej. Miłość w ogólnym rozumieniu opiera się na wzajemności: nie kocham cię dla samego kochania, ale także dlatego, że ty mnie kochasz. Lubię być kochana. Lubię siebie oglądać w twoich oczach. Doceniam to, jak wygląda moje życie razem z tobą -  i vice versa. Przyjaźnię się z tobą, bo daję ci coś co jest dla ciebie cenne i  otrzymuję od ciebie coś czego sam potrzebuję. Podzielasz mój punkt widzenia, jesteś moim lustrem, dajesz mi wsparcie, nie czuję się przy tobie samotny, coś zyskuję na tej relacji. 

Dlatego to, że myślimy o sobie w relacji nie jest niczym nagannym. Tak nam wmówiono -  ale prawdziwy egoizm to coś zupełnie innego. Więcej tutaj.  

Musimy dbać o siebie, bo siebie mamy na zawsze, a każdy kto wyrósł z pieluch wie, że każda inna relacja może się skończyć, ale ta ze sobą samą, samym, nam zostanie na zawsze. 

Co więc zrobić z oskarżeniami o egoizm? Nic, puszczać mimo uszu. I pamiętać, że nawet ten partner, który deklaruje, że myśli wyłącznie o nas i chce naszego dobra też tym działaniem załatwia jakieś swoje interesy i zaspokaja własne potrzeby. Mit totalnej bezinteresowności to  tylko mit! 


Dlaczego relacje się kończą? 

Nie zawsze partner relacji jest w stanie pójść za naszą zmianą: nie zawsze on sam jest na nią gotowy. 

Często bywa tak, że robimy w życiu coś czego on w skrytości ducha potwornie się boi i przed czym woli uciec na koniec świata. Jak więc nasza relacja miałaby dalej trwać, jak moglibyśmy iść tą samą drogą, kiedy zmieniły się drastycznie nasze priorytety, nasze odbicie, struktura tego co daję i biorę? 

Bywa też oczywiście przeciwnie: przestajemy rozumieć naszego męża, żonę, przyjaciółkę bo oni poszli krok dalej, zmienili język, mapę myśli, przeszli na wyższy poziom w katalogu uczuć: a my stoimy tam gdzie staliśmy i pokrzykujemy: „halo, halo, chodź do mnie, wróć gdzie byłeś, przecież tutaj było nam tak fajnie”.

Życie nie stoi w miejscu i jeśli my jesteśmy jak przyspawani do tego kim byliśmy, gdzie staliśmy, co było -  często poniewczasie okazuje się, że tych ludzi, którzy byli z nami już wokół niema. Wołali i wołali, ale nie mogli się dobić i poszli swoją drogą. Czy można mieć o to do nich pretensje? 


Czasem w utrzymaniu i budowaniu relacji przeszkadzają nam boje o rację.
Umiesz odpuszczać? 

Które relacje ucinać zdecydowanie?

Małgosiu - piszecie nieraz - ale kiedy tak definitywnie odejść, zostawić, przestać? Nie wiem. Musicie odpowiadać sobie sami. Z całą pewnością jest jednak kilka takich sytuacji, w których ucieczka z relacji jest wskazana i uzasadniona i nie ma co dumać i rozważać. 


Jakie to sytuacje? 


  • Przemoc - psychiczna bądź fizyczna - dla mnie, na mojej mapie świata absolutnie dyskwalifikująca. To nie jest tak, że jeśli on/ ona raz stracił nad sobą panowanie, a potem przeprosił,  to sytuacja się nigdy nie powtórzy. Nie znam sytuacji incydentalnego pobicia przez małżonka, które by nie miało ciągu dalszego. Z takiej relacji trzeba wiać. JUŻ.

  • Kłamstwa, zawiedzione zaufanie - podobno łatwiej odbudować zburzone miasto niż odbudować zawiedzione zaufanie. Jeśli w relacji ciągle spotykasz się z takim problemem, daj sobie spokój. 

  • Toksyczne relacje - o nich więcej tutaj. 

  • Jałowe relacje - takie, które nic nie wnoszą - może nie zagrażają nam specjalnie, ale często obdzierają z sił i energii. Wyjście z nich nie jest specjalnie skomplikowane, warto więc czasem po prostu wykazać się asertywnością i je uciąć. 


W decyzji pomoże na pewno świadomość i uznanie, że mamy prawo uciekać od ludzi, którzy nas ranią, niszczą, czy odbierają nam całą chęć do życia. 

Znów: nie z egoizmu, ale ze zdrowej troski o siebie.



Każda historia ma swój koniec, ale KONIEC to nie jest przecież koniec świata! 

Jak mieć dobre relacje? 

Na koniec warto podkreślić, że rozstaje to wcale nie musi być miejsce, w którym się definitywnie żegnamy. Znalezienie się w tym punkcie może być szansą na to, żeby z kryzysu wyjść obronną ręką, na zobaczenie, że skoro coś niedomaga, a nadal nam na sobie zależy, to możemy coś zmienić, zrobić, zadziałać. 

Kochać, przyjaźnić się -  to są czasowniki, a jak wiemy z lekcji polskiego - czasownik oznacza "robić coś". Dlatego jeśli chcesz mieć dobre relacje, pamiętaj o odpowiedzialności za nie. 

Rzadko coś nam spada z nieba i pozostaje w stanie niezmiennym ot tak, na zawsze. Miłość, przyjaźń, wymaga dbałości i czułości, jest zaawansowaną lekcją empatii.  

Kto tego nie wie, temu przyjdzie się żegnać wiele razy. 


Zainspirowany?! Podaj dalej! 


Byłam nieśmiałą dziewczynką, z masą kompleksów. Nie znosiłam być w centrum, a z drugiej strony bardzo tego pragnęłam. Żenowały mnie moje czerwieniące się policzki i głód miłości. Ale wtedy było łatwiej. Przynajmniej nikt nie liczył lajków. 



Czy wiesz jak sprawy się komplikują, kiedy myślisz w kółko o tym, aby się komuś podobać? Nie tylko fizycznie, ale i tak po prostu, "całokształtnie"? 

W końcu jedni wolą blondynki, a inni brunetki, pierwsi uważają, że ładni są głupsi od brzydkich, a jeszcze inni mają to gdzieś, bo jeśli nie masz butów z modnym napisem, to nie warto się z tobą przyjaźnić. 

Te dziecięce rozterki rosną razem z nami i zmieniają się tylko akcesoria i przedmioty godne pożądania. Zwykle na coraz droższe i trudniejsze do zdobycia.

Jeśli masz dziurę w sercu, zawsze tak będzie. 


Komplikacje

Do dziś pamiętam komplementy, które dostałam, chociaż pewna jestem, że Ci, którzy mnie nimi obdarzyli zapomnieli o nich godzinę później. Zbierałam je jak cenne klejnoty -  to one były moim kołem ratunkowym, które pozwalało nie utonąć gdy statek szedł na dno. 

Przeglądałam się w cudzych oczach i nigdy nie byłam do końca zadowolona. Nie zmieniały tego ani zachwyt, ani sukcesy, ani nic co mogłam dostać z zewnątrz. 

A wszystko przez tą dziurę w sercu. 


Zmiana

Jeśli liczysz na moment oświecenia, diametralną zmianę, muszę Cię zawieść. Nic nie stało się z dnia na dzień, ale kiełkowało jak ziarenko, wracało w chwilach większej jasności i podlewane wątłą wiarą, że to dobry kierunek wypełniało dziurę w sercu. 

Nie obyło się bez wpadek i głupich decyzji: w końcu ona tam była i wołała o uwagę. Po deszczu łez wypełniała się wodą i brzęczała opowieści o samotności. 

Tak, ciągle ta dziura w sercu. 



Nawet milion "lajków" nie pomoże...

Nawet milion lajków

Kiedy zaczęłam pisać bloga, w moim sercu nie było już pusto: pokochałam siebie taką jaką byłam, choć ciągle było mi równie daleko do doskonałości. Ćwiczyłam się w tej miłości i ćwiczę do dziś: roboty starczy mi do śmierci. 

Zaczęłam pisać z różnych powodów, ale jednym z nich był ten, który mówił o tym, że ludzie muszą wiedzieć, że póki siebie nie pokochają, póki nie wypełnią dziury w sercu, póty nic w ich życiu się naprawdę nie zmieni. 

Nie załatwi tego nikt inny: ani miłość co spadnie z nieba, ani pieniądze, ani nawet milion lajków. 

Dziś, gdy słyszę, że dzieci marzą o internetowej karierze, o folowersach i sławie, wiem, że marzą o miłości, marzą bo mają dziurę w sercu. 


PILNE

Jeśli Ty też ją masz, pamiętaj: jesteś jedyną osobą, która może ją wypełnić. To zadanie, którego nie można odkładać -  zadanie o priorytecie pilne. Świeci się na czerwono niczym kontrolka paliwa: miga do Ciebie dzień i noc. 

Nie, nie lekceważ jej więcej -  tej dziury w sercu. 


*****



Moja książka -  dostępna TUTAJ 





Książka "Manufaktura Radości", którą w przedsprzedaży możecie kupić już teraz, trafi w wasze ręce po 20 czerwca. Pojawiło się w związku z tym sporo pytań, które dla porządku postanowiłam zebrać w jednym miejscu! 



Wiele z Was pisze do mnie i pyta: o dostępność, o możliwości, o wysyłkę za granicę. Jak to będzie? Czy książka będzie dostępna w księgarniach? Aby oszczędzić Wasz i mój czas, odpowiadam zbiorczo tutaj. Zobaczcie!


1. Gdzie można kupić książkę? 

Gdyby komuś umknęło, książka jest do kupienia w sklepie on line: http://manufaktura-radosci.shoplo.com/



2. Co znajdę w książce -  czy warto ją kupić jeśli znam bloga? 


Książka zawiera 52 teksty z bloga. Wszystkie zostały zaktualizowane, poprawione i przemyślane jeszcze raz. Zebrałam tutaj artykuły z kilku lat, więc bardzo prawdopodobne, że wielu z nich nie znasz, albo nie pamiętasz. 

Oprócz tekstów zostawiam także dla Was przestrzeń do pracy własnej. Są pytania, które to ułatwią i miejsce, aby na nie odpowiedzieć. Nie, nie mnie - sobie. To może być mega kreatywne i sensowne lato! 

Książka na pewno idealnie sprawdzi się także jako prezent -  jeśli lubicie Manufakturę i chcecie "zarazić" kogoś inspiracją, motywacją, czy po prostu dać trochę nadziei - na pewno idealnie się sprawdzi. 



Kiedy myślałam o tej książce, chciałam aby była ładna, poręczna i
aby można było zabrać ją wszędzie tam, gdzie komputer jest zbędny.
Udało się!  


3. Czy książka będzie dostępna w księgarniach? 

Nie. Książka będzie dostępna tylko on line, na mojej stronie. 

Dlatego tym bardziej warto kupić w przedsprzedaży ponieważ przesyłka będzie w tym okresie GRATIS. 


4. Dlaczego nie będzie można kupić książki w księgarni? 

Książkę wydaję samodzielnie, w ramach self publishingu. Czemu? O tym pisałam więcej tutaj

Minus tego rozwiązania jest taki, że trudno jest wprowadzić książkę do księgarń, oraz co ważniejsze, że to się po prostu nie opłaca. Czemu? Po pierwsze: nie ma gwarancji, że tam faktycznie się sprzeda, po drugie książki oddaje się w "komis" i rozlicza z księgarnią np. po 3 miesiącach, tylko za sprzedane egzemplarze (!!!), po trzecie, prowizje sięgają nawet około 50 % ceny  - a więc de facto, to nie autor zarabia na takiej transakcji, ale pośrednicy. 

W przypadku "Bajek o życiu" współpracowałam z kilkoma małymi księgarniami, w których można było kupić książkę, ale tą drogą sprzedało się mniej niż 5 % egzemplarzy i zdecydowałam, że nie ma to sensu. 

Jeśli prowadzisz takie miejsce i chciałbyś /chciała sprzedawać książkę u siebie, możesz do mnie napisać na adres sklep(małpa)manufaktura-radosci.pl Zakładam jednak tylko współpracę z opcją płatność z góry - powyżej 10 sztuk książki. 

Książka jest podzielona na 3 części: Psychologia/Inspiracja/Życie i ma ponad 200 stron.
Znajdziecie w niej również miejsce na własne przemyślenia i notatki. 


5. Kiedy dostanę książkę do ręki? 

Książki będą rozsyłane po 20 czerwca zgodnie z kolejnością zakupu -  oczywiście najpierw te z przedsprzedaży. 

Ponieważ obiecałam Wam dedykację i autograf, zakładam że cały proces wysyłki zamówień z przedsprzedaży potrwa około 3 dni roboczych -  a więc książki powinny być u Was do 27 - 28 czerwca - bezpiecznie licząc przed 1 lipca. 

Oczywiście zrobię co w mojej mocy aby książki dotarły jak najszybciej, mam jednak tylko dwie ręce, a tylko jedna z nich to prawa - więc proszę Was bardzo o odrobinę cierpliwości:)

Po tym  gorącym okresie zamówienia powinny być już realizowane na bieżąco, a więc w ciągu 3 dni od zakupu i opłacenia zamówienia. 


6. Czemu warto kupić w przedsprzedaży? 

Książki z przedsprzedaży będą wysyłane w pierwszej kolejności, dostawa jest GRATIS, a więc oszczędzasz 15 zł, a dodatkowo zyskujesz dedykację/ lub autograf. 

W późniejszym okresie o taki gratis będzie ciężko, ponieważ książki będzie rozsyłała firma logistyczna, a do magazynu będę miała minimum 4 godziny jazdy, nie planuję więc tam zbyt często bywać :) 



Jeśli też chcecie skorzystać z mocy ciepłych słów... zapraszam!
Za polecenie dziękuję bardzooo naczelnej
magazynu Sielskie życie, w którym znajdziecie także moje felietony. 



7. Czy możliwa jest wysyłka za granicę? 

W przedsprzedaży niestety nie. Postaram się uruchomić taką opcję w okresie po przedsprzedaży, ale jeśli macie możliwość zamówienia książki do Polski, skorzystajcie z niej. 

Niestety koszt dostawy zagranicznej będzie z pewnością dużo wyższy i  z wstępnych kalkulacji wynika, że wyniesie minimum 30 zł/ egzemplarz. 


8. Dlaczego nie ma opcji płatność przy odbiorze? 

Koszt wysyłki i sam koszt książki muszę ponieść w momencie wysyłki, a na pieniądze z tej opcji trzeba poczekać minimum tydzień. Dochodzi do tego konieczność śledzenia rozliczeń i ewentualne zwroty (poniosłam koszt wysyłki, a osoba kupująca nie odebrała przesyłki). To dla mnie problematyczne i nieopłacalne. 

Dla osób, które nie chcą płacić on line lub nie mają takiej opcji proponuję płatność przelewem, który można wykonać w każdym oddziale banku czy na poczcie. 

Dziękuję Wam za zrozumienie!


Takie polecenia to SAMA RADOŚĆ! Dziękuję Dorotko



9. Jaką mam gwarancję, że wyślesz mi książkę? 

Kupując w przedsprzedaży, tak samo jak w regularnej sprzedaży, dajesz mi pewien kredyt zaufania, za który dziękuję. Dotychczas moja książka była dostępna przez Allegro, i mam tam 100 % pozytywnych komentarzy i ocen, sprawdź tu i tu

Wszystkie zakupione przesyłki dotarły do kupujących, w przypadku problemów zawsze możesz napisać do mnie na sklep(małpa)manufaktura-radosci.pl

Jestem pewna, że każdy ewentualny problem sprawnie rozwiążemy.


10. Czy będzie e-book? 

W tej chwili nie planuję takiej opcji. Ponieważ książka zawiera teksty blogowe, które i tak można przeczytać on line, inwestycja w konwersję ich do formatu e-booka wydaje mi się bez sensu. Jeśli pojawi się takie zapotrzebowanie być może pomyślę o tym po wakacjach. 




11. Czy mogę poprosić o dedykację dla mamy Krysi z okazji imienin? 

Pytacie również o spersonalizowane dedykacje, z okazji konkretnego święta, albo z imieniem osoby, którą chcecie obdarować. Niestety, na tym etapie, kiedy zamówień jest dużo nie mogę tego obiecać. Łatwo jest się pomylić i zamiast do Krystyny, zamówienie poleci do Kazimiery, albo pomylę urodziny z imieninami ;) Mam nadzieję, że to zrozumiecie. 

Dedykacje niech będą prezentem i niespodzianką -  niech łapią za serce. Wiem, że w przypadku tych, które zostawiałam w "Bajkach o życiu" często tak było. Niech będzie tak samo z "Manufakturą Radości". 

12. Darmowy rozdział

Na koniec mam dla Ciebie prezent: fragment książki do przejrzenia, pobrania albo wydrukowania. Mam nadzieję, że zachęci Cię do zajrzenia do całości. 
Fragment dostępny jest tutaj: KLIK 

Jeszcze raz dziękuję Wam za zakupy i zaufanie! Kupując książkę pomagacie mi tworzyć Manufakturę! 




Zakon sojowego latte  nie wybaczy Ci kropli krowiego mleka, ani jajka, którego historii nie zbadano 3 pokolenia wstecz. Dokąd prowadzą nas żywieniowe mody i czy czasem nie jest to już ortoreksja? 


Idzie lato, a z nim presja bycia super fit i kolejne modne diety, które robią z nas ortodoksyjnych tropicieli grzechów własnych i bliźnich. Jak sobie z tym radzić i odpuścić też czasem innym?

Chyba jest w tym nadgorliwość nowicjuszy, albo po prostu zachłyśnięcie poczuciem fit - wpływu, o którym pisałam w felietonie dla Kukbuka

Kiedy przechodzimy na zdrową (czy jakąkolwiek inną, bo mowa przecież nie tylko o żywieniu), stronę mocy, mamy ochotę ewangelizować wszystkich wokół

Nawracać nienawróconych, przekonywać nieprzekonanych i boleśnie uświadamiać, tych co za mało wiedzą. "A czy Ty wiesz, że... Jak możesz kiedy... Od tego można dostać raka! Gdybyś miał świadomość, że... to nigdy nie wziąłbyś tego do ust"

Ten grzech na sumieniu ma wielu z nas, w tym i ja. Dobrze się jednak z niego otrząsnąć i dać żyć sobie i innym.


Zakon sojowego latte

Katarzyna ćwiczy jogę, pracuję w korporacji, a dzień zaczyna od wypicia wody z cytryną. Kiedy zaczynała regularną praktykę, wpadła jak sama mówi w pułapkę "bycia świętszą od samego papieża". Przestała jeść mięso, została ortodoksyjną weganką i  z wyższością pomieszaną z politowaniem patrzyła na koleżanki popijające kawę z mlekiem z biurowego ekspresu. 

- Miałam być dzięki tym zmianom  taka "zen" i super uduchowiona, ale prawda jest taka, że tamten okres nadwątlił moje relacje w pracy i wśród znajomych. Nawracałam wszystkich i wszędzie, a napicie się Pepsi w moim towarzystwie powodowało lawinę pouczeń, która odbierała humor całej paczce. Kiedy ktoś próbował z tego żartować, obrażałam się i denerwowałam, byłam gotowa bronić swojego zdania do upadłego. Zarzucałam ludziom brak otwartości i tolerancji, ale tak naprawdę sama nie byłam w ogóle tolerancyjna, a wszystko to co odbiegało chociaż trochę od mojego nowego stylu życia tępiłam bez litości. Efekt był taki, że w końcu przestano mnie zapraszać gdziekolwiek, znajomi unikali wyjść ze mną, a obiad w firmowej kuchni jadłam sama. Nikt nie chciał słuchać mojego ględzenia, ani oglądać wymownych spojrzeń w talerz. Bardziej Zen nie byłam, bo pojawiła się frustracja i wkurw i właściwie czułam, że w tym świecie, to ja już nic nie mogę i na dodatek nikt mnie nie rozumie. 


Umiar potrzebny od zaraz

Kasia wsiąkła całkiem w nowe środowisko, myślała nawet o tym by rzucić pracę i wyjechać gdzieś daleko, ale pewnego razu trafiła na 5 - dniowy warsztat sławnej joginki, która akurat prowadziła zajęcia w Polsce. Kobieta zrobiła na niej niesamowite wrażenie i podczas tych kilku dni miały okazję do wielu rozmów. Kiedy warsztat się skończył, Kasia zaproponowała, że odwiezie ją do Warszawy. Pojechały więc, a kiedy zatrzymały się po drodze, żeby chwilę odpocząć i napić przed dalszą podróżą, joginka zamówiła ... latte. Zwykłe, zwyczajne latte, żadne sojowe w organicznym kubku i o zgrozo, nasypała do niego pełną saszetkę brązowego cukru!

Kasia przecierała oczy ze zdumienia i nim zdążyła cokolwiek powiedzieć kobieta wybuchnęła śmiechem. Kiedy stały w korku przed Markami, miały czas, żeby o tym pogadać. Joginka opowiedziała jej o swoich doświadczeniach i swoistej ortoreksji. O tym, jak dręczyło ją poczucie winy, ponieważ jedzenie, które zjadła np. na wyjeździe nie było ekologiczne, ani dość zdrowe, nie mówiąc o tym, że gotowane w nie wiadomo jakim garnku ( może po mięsie?!) i o tym, do czego ją to doprowadziło. Mówiła że minęło wiele miesięcy, a nawet lat zanim wyszła na prostą i zrozumiała, że praktyka, joga, odżywianie są ważne, ale nie mogą być fanatycznym oddaniem -  bo wtedy zatracają swoją istotę. 

Kasia przestała nawracać wszystkich wokół, a gdy ma ochotę, od czasu do czasu, pozwala sobie nawet na glutenowego, drożdżowego gofra i kawę z bitą (krowią!) śmietaną. Jej praktyka na tym nie ucierpiała, jej relacje - te z innymi i z samą sobą, tylko zyskały. 

Moja Mistrzyni powiedziała mi, że nie można na siłę dążyć do tego aby być zawsze i wszędzie w 100 % ok, bo to droga do frustracji i poczucia wiecznej niedoskonałości, że małe przyjemności od czasu do czasu, naprawdę nie sprawią że sprzeniewierzę się temu w co wierzę. Teraz to wiem i przekonałam się też że własnym przykładem skuteczniej przekonuję ludzi do zmiany nawyków niż natrętnym ględzeniem. 

Kiedy widzą moje zdrowe, sprawne ciało, to że mam dużo energii i nie wkurzam się tak jak dawniej, sami pytają jaki jest sekret tej zmiany. Naprawdę to zupełnie coś innego. No i wreszcie nie jem obiadów sama, bo moje wymyślne menu przyciąga ciekawskich -  zaglądają do pudełka i proszą o przepis. Zaraziłam już z 10 osób w firmie - szef się śmieje, że rośnie mu tu mała sekta;) 




Moja nowa książka w przedsprzedaży -  KUP TUTAJ. 


Jedzenie, to tylko jedzenie

"Fajnie jest być świadomym tego, co się kładzie na talerz i skąd się to coś wzięło -  pisze inna joginka, Agnieszka Passendorfer w "13 lekcji jogi". 

Z drugiej strony - dodaje - jedzenie to tylko jedzenie. Nie powinno odwracać naszej uwagi od praktyki. Od życia. (...) Dobrze jest wiedzieć co nam służy i że pestycydy może niekoniecznie. Podobnie jak alkohol czy napoje gazowane. Ale... w pewnym momencie trzeba zatrzymać myśli o diecie. Są jak te "myśli skaczącej małpki", o których tyle się mówi w jodze i buddyzmie. Nie wolno dać się im porwać, bo robi się z tego nie tylko bulimia, anoreksja czy jedzenie napadowe, ale po prostu odwracają one naszą uwagę od tego, co jest naszym celem. A co jest? (...) Łatwo jest śledzić skład produktów. Łatwo jest zrezygnować z glutenu. Trudniej jest być dobrym człowiekiem, odkryć swoją misję, rozwijać się, pasować do świata jak kawałek puzzla i jeszcze ten świat wzbogacić." 



Przesada jest niezdrowa

Każda, po prostu każda. Chcemy dobrze, a wychodzi źle. Dlatego zanim udzielisz nieproszonej rady, albo dokonasz samobiczowania, odetchnij na spokojnie i wyluzuj. 

Tak - potrzeba nam zdrowych nawyków i sprawnych ciał. Nie mniej jednak potrzeba nam dobrych relacji, spokojnej głowy i harmonii w życiu. 

Żadna forma ortodoksji temu nie służy, a każdy fanatyzm szkodzi bardziej niż cukier. 

To co, idziemy na kawę i gofra?! 



Do szczęścia potrzeba jest niewiele, znacznie mniej niż nam się potocznie wydaje. Co? Jest kilka sposobów i metod aby to sprawdzić! 

Podobno najłatwiejszy sposób na to by czuć się nieszczęśliwym to chcieć ciągle więcej. Fakt jest faktem: nigdy nie będziemy mieć wszystkiego, a wszelką pożądliwość, nie bez przyczyny wpisano na listę grzechów głównych. 

Co więc w zamian? Prostota! 


IKIGAI

Ikigai pochodzi z Japonii i jest filozofią odrobinę w kontrze do duńskiego Hygge

Po pierwsze zakłada umiar, po drogie sprzyja pracy (z sensem), ale podobnie jak skandynawska koleżanka zachęca do podtrzymywania i "karmienia" relacji społecznych -  tak aby dawały nam one poczucie spełnienia i przynależności. 

Japończycy mówią: Żyj i pracuj z oddaniem -  rób to co kochasz i to co Ci wychodzi dobrze, nie jedz za dużo, ani za dużo nie pragnij i otaczaj się ludźmi, którym możesz służyć i którzy także Ciebie wspierają. 

Czy to działa? Japończycy żyją długo i mało chorują. Utrzymują dobre zdrowie nawet do późnego wieku, są spokojni i wyciszeni. Jeśli Tobie brakuje właśnie tych cech, wiesz z czego czerpać! 


Więcej o lagom i ikigai w nowym filmie -  zobaczysz go TUTAJ. 



LAGOM 

Lagom pochodzi ze Szwecji, ale co pewnie niektórych zdziwi, było wcześniej niż IKEA. Lagom jest smart jak ikeowskie katalogi i meble: zakłada umiar i sens, a oznacza "właśnie tyle, ile trzeba". 

Gdzie sprawdza się ta filozofia? W jedzeniu, w myśleniu, w pracy, wszędzie tam gdzie brakuje nam balansu: tak w jedną jak i w drugą stronę, bo przecież w życiu może być czegoś za dużo albo za mało. 

Szwedzki producent muzyczny Johan Hugo pisze w brytyjskim "The Telegraph", że lagom to wcale nie metoda na umartwianie się odejmowanie sobie od ust, ale taka droga środka. Wewnętrzny głos, który mówi, żeby nie budować największego domu w mieście, ani nie inwestować w najdroższe auto, ale przypomina też, że nie chcemy żyć w biedzie. 



Trwa przedsprzedaż mojej NOWEJ książki.
Jeśli chcesz otrzymać przesyłkę w pierwszej kolejności,
kup koniecznie TERAZ

Twoje szczęście szyte na miarę

W którąkolwiek stronę pójdziesz, sprawdzaj czego Ci naprawdę trzeba i z czego wynikają Twoje pragnienia. Nie kopiuj ślepo, bo jak mawiał Jung, jeden but nie pasuje na każdą stopę i nie ma jednego sposobu życia, który odpowiadałby każdemu. 

Szczęście składa się z prostych składników: trzeba je tylko złożyć we właściwej kolejności i doprawić uśmiechem. 


To co, robimy?! 



Kochani - to już! Manufaktura Radości w odsłonie książkowej dostępna! Można biec do sklepu! 

Życie to przygoda - napisałam we wstępie. 

Kiedy prawie 8 lat temu tworzyłam pierwszy wpis na moim nowym blogu, nie przypuszczałam, że ten moment będzie początkiem mojego nowego życia. 

Byłam sfrustrowana i zmęczona pracą, która była daleka od moich marzeń. Szukałam czegoś więcej.  I wiecie co? UDAŁO SIĘ! 

Przez te 8 lat wiele się zdarzyło: urodziła się moja córka, zmieniłam swoją drogę zawodową, a Manufakturę Radości i setki znajdujących się na niej postów doceniły tysiące czytelników. 

Książka, którą niedługo będziecie trzymać w dłoni, powstała na ich, na Twoje, wyraźne życzenie − po to, abyś mógł doświadczać intensywniej, inspirować się mocniej i by słowa, które trafiają prosto do serca, były jeszcze bardziej dostępne – niemal do wzięcia w dłoń, bez bariery w postaci ekranu komputera.



Zabierz Manufakturę Radości na wakacje! Kup już teraz! KLIK


Przedsprzedaż START! 

Książka trafi w Wasze, Twoje ręce już niebawem -  po 20 czerwca, ale już dziś można ją kupić w przedsprzedaży. KLIK


Dlaczego nie warto zwlekać z zakupem? 

 - Książki będą rozsyłane w kolejności zakupu - pierwszy kupujesz, pierwszy dostaniesz :)

- Pierwszych 300 egzemplarzy wyposażę na drogę w specjalną dedykację (obiecuję kreatywność i wieleeeeeee różnych wersji! ) 

- Wszystkie pozostałe książki zakupione w okresie przedsprzedaży będą z autografem.  W późniejszym okresie ta opcja będzie ograniczona tylko do specjalnych akcji -  książki będzie rozsyłał magazyn, a więc o autograf będzie dużo trudniej. 

 - W okresie przedsprzedaży wysyłka jest GRATIS. 




Czyż nie jest piękna?! Oprawa graficzna: Alicja GŁOWA


Dlaczego warto? 

W książce znajdziesz ponad 50 tekstów, które ukazywały się na blogu w różnych okresach. Wszystkie są poprawione, uzupełnione i przemyślane raz jeszcze. Oprócz tekstów zostawiłam również odrobinę miejsca dla Ciebie - na Twoje notatki i przemyślenia. 



Czy to dla mnie? 

Wierzę, że tak jak w prawdziwej manufakturze − tworzymy nasze życie własnymi rękami. Tym, co robimy, i tym, czego robić nie chcemy. Nie mamy wpływu na wszystko, ale mamy na bardzo wiele. Jeśli zdarza ci się w to wątpić, ta książka jest szczególnie dla Ciebie.




Czytaj ją strona za stroną albo na wyrywki, myśl, notuj i sprawdzaj. Zrób sobie kawę, zaparz ulubioną herbatę i poczuj moc, która z pewnością w tobie jest i dzięki której twoja prywatna życiowa manufaktura ruszy pełną parą! 

Ręcznie szyte, dobre, spełnione życie jest tego warte. Wierzę w Ciebie!

Wielu radości z lektury! 

A teraz do SKLEPU! KLIK 


Dziękuję Ci, że jesteś -  bez Ciebie mój Czytelniku, Czytelniczko, ta książka by nie powstała. 


Małgosia 




Zarabiamy mniej, rzadziej zajmujemy eksponowane stanowiska, dajemy się wykorzystywać, znacznie częściej padamy ofiarą nadużyć. Chciałoby się powiedzieć: to wina tego chorego świata! Patriarchalnych wzorców, szklanego sufitu, męskiego myślenia o karierze. To jednak tylko kawałek prawdy. Bo czy to nam się  to podoba czy nie, same jesteśmy trochę sobie winne. 


Oczywiście świat jest jaki jest i faktem jest, że nie zawsze bywa różowo. Problem w tym, że samo się nie zmieni, manna z nieba nie padała od paru tysięcy lat i próżno na nią czekać. 

Zwalanie odpowiedzialności na wszystkich wokół jest działaniem mało konstruktywnym, zwłaszcza jeśli już się nie ma 14 lat. 

Jeśli w kółko wpadasz w tarapaty, nie potrafisz odmawiać, twoja asertywność jest problematyczna nawet w stosunku do ekspedientki, która wciska Ci niechciany towar, to najwyższy czas coś z tym zrobić. 

W przeciwnym razie twojej karierze nie grozi żaden szklany sufit. Nawet się do niego nie zbliżysz. 



Dlaczego kobiety mają słabszą pozycję w pracy? 

Nie dajcie się zwieść pierwszym skojarzeniom. One znów każą nam przesuwać odpowiedzialność i  szukać jej gdzieś poza nami. Podstawowy problem wcale nie wiąże się z macierzyństwem, mniejszą dyspozycyjnością czy brakiem ambicji, ale z poczuciem własnej wartości, albo raczej jego brakiem.

Jeśli ciągle w siebie nie wierzysz, nie ma szans, aby ktoś uwierzył w Ciebie. 

Kobiety zarabiają mniej, bo generalnie mają mniejsze oczekiwania finansowe

Badania przeprowadzone przez Sedlak&Sedlak potwierdzają, że przy negocjacjach płacowych kobiety wykazują się znacznie mniejszą stanowczością i pewnością siebie.  Na rozmowach kwalifikacyjnych same żądają niższego wynagrodzenia niż mężczyźni. W pracy też rzadziej upominają się o podwyżki, nawet jeśli w między czasie awansują.  

Dlaczego tak postępujemy? Wynika to przede wszystkim z małej wiary we własne możliwości, z tego że widzimy głównie swoje słabe, a nie mocne strony. 

Kobiety nie potrafią  odmawiać, stawiać jasnych granic. Bardzo często boją się, że to zostanie źle odebrane, że nadwątli relację, że ktoś uzna, że zadzierają nosa, albo są nieuprzejme. 

Odmawianie jest ok. Czemu wierzysz, że zawsze musisz się zgadzać? 



Grzeczne dziewczynki nie idą do biznesowego nieba

Nie dlatego, że są głupsze, gorzej wykształcone czy dysponują mniejszym doświadczeniem. Nie idą tam, bo są po prostu za grzeczne. Dotyczy to prostych, z pozoru błahych spraw, ale ma poważne konsekwencje.

Ostatnio na pewnej konferencji, pewna młoda dziewczyna opowiadała o tym, jak jeden z kolegów z pracy podchodzi i masuje jej kark, pod pretekstem garbienia się. Jest to dla niej bardzo niekomfortowe i zawstydzające, ale nie potrafi powiedzieć po prostu: NIE.

Pewnego razu nie wytrzymała i wybiegła z biura z płaczem. Histeryczka powiecie?

Kobiety reagują emocjonalnie, bo nie uczy się nas jak reagować inaczej.

Same musimy się tego nauczyć. I przede wszystkim uznać, że dbałość o swoje interesy, swoje granice i odmawianie kiedy coś nam nie pasuje, jest naszym prawem i obowiązkiem wobec siebie. 

W biznesie jak w życiu: szanuje się silniejszych, a słabszych wykorzystuje. Nie tłumaczy to oczywiście tych, którzy postępują niewłaściwie, ale takie są zwykle koleje losu i albo coś z nimi zrobimy, albo zawsze będziemy na straconej pozycji.


Szanuj siebie, a inni wezmą z Ciebie przykład 

Odnajdujesz się w tym o czym piszę? Chcesz coś wreszcie zmienić? 

Zacznij od prostych rzeczy! Mów o sobie dobrze, myśl o sobie jako o wartościowym pracowniku, kobiecie, stawiaj wymagania, wtedy otoczenie weźmie z Ciebie przykład. To żadna magia. Jeśli Ci to nie wychodzi, ćwicz! 

Amy Cuddy, psycholog społeczna z Harvard Business School proponuje kobietom, które mają z tym problem: udawaj, że jesteś silna, że jesteś władcą, przyjmij pozycję bojową jak Superwomen, a w końcu się nią staniesz. 

Przesada? Bajki dla naiwnych dziewczynek? Myśl co chcesz, ale opuszczone ramiona, głowa schowana w kołnierzu,  czy wystraszone spojrzenie w niczym Ci nie pomogą. Nie możesz się zmienić? A możesz się przynajmniej wyprostować?

Kobiety nie są słabszą płcią, tylko gorzej o sobie myślą. Najwyższy czas to zmienić. 

PODAJ DALEJ! 



×